Serce Bałkanów - Bośnia!

      Jedynie nieliczni docierają do serca Bałkanów, do Bośni i Hercegowiny, o której wiemy tak naprawdę niewiele. Mnie i moim przyjaciołom się to udało! :) I nie żałujemy.
     Głównym powodem do odbycia takiej podróży było interesujące pomieszanie znanych nam elementów słowiańskich i socjalistycznych, z egzotyczną, poruszającą wyobraźnię kulturą islamu oraz swojską środkowo - europejską. Fascynujące zderzenia kulturowe i religijne we wspaniałej przyrodniczej scenerii i atmosferze dramatycznej historii - najlepiej oglądać w Sarajewie.
     Miasto to zwane jest drugim europejskim Jeruzalem, gdyż na powierzchni zaledwie 1km kwadrat. stykają się islam, judaizm, prawosławie i kościół rzymsko-katolicki. Tutaj, jak w soczewce kumuluje się wiele kultur. Położone jest wśród szczytów i wzgórz, które z jednej strony dają poczucie pewnej izolacji, z drugiej natomiast tworzą atmosferę pełną ciepła i gościnności. Aż żal było patrzeć na pozostałości wojenne, że to właśnie tu w latach 1992-95 działy się tak straszliwe rzeczy. Tym bardziej, że Sarajewo okazało się pięknym miastem, następnie Mostar do którego się udaliśmy (a o którym opowiem następnym razem) i w ogóle cała Bośnia i Hercegowina. Nie mogliśmy zrozumieć, czemu ludzie, tak pozytywnie nastawieni, mogli mieć aż tak burzliwą historię...
     Wędrówkę po Sarajewie można rozpocząć od miejsca zwanego Vjecna Vatra (Wieczny Ogień), gdzie zawsze pali sie płomień. Jest ono poświęcone pamięci Bośniaków, Chorwatów, Serbów i przedstawicieli innych narodowości, którzy oddali życie broniąc miasta podczas II wojny światowej.
Tutaj rozpoczyna się ulica Ferhadije, z kamienicami w stylu austro-węgierskim. Można uznać ją za swego rodzaju starówkę miasta, łączy ona dzielnicę muzułmańską z chrześcijańską.
 Idąc wzdłuż ulicy mijamy plac Markale, na którym podczas oblężenia Sarajewa w latach 92-95, miały miejsce aż trzy masakry ludności cywilnej. Nie upamiętniałam tego miejsca zdjęciem. Mogę jedynie dodać, że na ulicach i placach miasta natknąć się można jeszcze na zagłębienia w asfalcie wypełnione czerwoną, często już wypłukaną lub spłowiałą farbą - są to tzw. "róże Sarajewa", upamiętniające miejsca, gdzie zginęli lub zostali ranni ludzie.


Opuszczając austro-węgierską część miasta z Ferhadije, przechodzi się w ulicę Saraci prowadzącą do Bascarsiji (bas-carsija – główny bazar), centrum tureckiej dzielnicy Sarajewa. Ta ściśle handlowa i użytkowa część miasta w czasach otomańskich była ważnym centrum kupieckim, gdzie spotykali się ludzie i karawany z różnych stron świata. Po prawej stronie, zaraz na początku ulicy, stoi Ghazi Husrevbeg bezistan (sukiennice), nazywany obecnie  Dugi Bezistan i pełni dziś także funkcje bazaru. Jest też Brusa Bezistan – drugi kryty bazar. Nie robiliśmy zdjęć w środku, jedynie na zewnątrz i wzdłuż ulicy. 
 Przy ulicy Saraci, tuż przy placu Sebilj, można zobaczyć meczet Ghazi Husrev-bega. Świątynia była wielokrotnie niszczona i odbudowywana. Teraz można obejrzeć ją w całkiem dobrym stanie, z mihrabem, wskazującym drogę do Mekki, oraz piękną studnią, gdzie można napić się wody.
Przy ulicy wznosi się także medresa Kursumilja, muzułmańska szkoła średnia, w której nauczano Koranu, prawa, języka arabskiego i innych przedmiotów. Teraz mieści się tam też biblioteka.
Nieopodal medresy znajduje się Morica han, niegdyś karawanseraj, gdzie zatrzymywały się konie wraz z ludźmi, dziś restauracja, kawiarnia w stylu orientalnym. Restauracja, hmm, nie zrobiła specjalnego wrażenia, ale sklep z dywanami, płótnami, szalami obok stolików i siedzeń już tak ;)
Znaleźliśmy również chwilę na odpoczynek, bo restauracji i barów było bez liku, a przy temperaturze powyżej 30 stopni było to nawet wskazane ;)
Wychodząc z ulicy i dochodząc do rzeki Miljacki zobaczymy Lion Hostel z ciekawą kawową ścianą, a za nim Bibliotekę Narodową, która jest ciągle odrestaurowywana (na 2 zdjęciu, za hostelem). Również na tym zdjęciu, na wzgórzu Vratnik, dopatrzymy się fortecy (Bijela tabija), która miała kiedyś chronić miasto przed najazdami, była też więzieniem i obiektem wojennym. Aktualnie trwają tam prace adaptacyjne i pozostałości twierdzy planuje się wykorzystać na budowę amfiteatru.
Naprzeciw zniszczonej Biblioteki , po drugiej stronie rzeki, znajduje się Inat Kuca, zwany „domem przekory”. Dziś jest to tradycyjna sarajewska restauracja, jednak dom ma swoją ciekawą historię. Mieszkał tu gospodarz, który nie pozwolił na miejscu swego domu wybudować przez władze, ratusza. Za żadne pieniądze, za żaden inny dom, gdyż to było jego miejsce rodzinne wielopokoleniowe. W końcu po wielu dniach przekonywań, staruszek zgodził się. Mały domek, cegła po cegle został przetransportowany na drugi brzeg rzeki. Wprawdzie gospodarz z biurokracją nie wygrał, ale cel swój niejako osiągnął, bo jego dom stoi do dziś.
W sąsiedztwie Biblioteki obydwa brzegi rzeki Miljacki łączy most Seher-Cehaja (nazwa od imienia zarządcy paszy, który dokonał jego rekonstrukcji), oraz meczet Królewski, najstarszy z sarajewskich meczetów. Następny most, to już Most Ferdynanda, na którym dokonano zamachu na księciu Ferdynandzie.
W niedużej odległości od meczetu Królewskiego dostrzec można czerwone zabudowania klasztoru Franciszkanów i kościoła św. Antoniego. A co najzabawniejsze, zaraz obok klasztoru, znajduje się Sarajevska pivara (muzeum browaru Sarajevsko i piwiarnia; na zdjęciu nr 2, tylko bok muzeum z afiszami i flagą).

Zwiedzając Sarajewo kierowała nami nieodparta chęć zobaczenia panoramy miasta ze wzgórza. I choć sił było coraz mniej, zaryzykowaliśmy wędrówkę. Opłacało się! Weszliśmy po drodze jeszcze do starówki mijając symbol miasta i miejsce spotkań towarzyskich – plac Sebilj. Tutaj znajduje się meczet Havadze Duraka, łaźnie tureckie oraz piękna, drewniana, ażurowo rzeźbiona konstrukcja studni. Mijaliśmy także kilka naprawdę zniszczonych wojną budynków.
Tak więc wędrówka rozpoczęła się już o zachodzie słońca, a widoki były oszałamiające. Wspinaliśmy się powoli, mijając położony niedaleko stary cmentarz żydowski. Stare nagrobki przypominają białe bloki kamienne.
Idąc dalej i podziwiając, już nie tylko architekturę miasta, ale też zabudowania domostw, ani się nie obejrzeliśmy, jak dobrnęliśmy do takiej wysokości wzgórza, że oglądając się za siebie, rozpostarł się przed nami niecodzienny widok. To Sarajewo, jak długie i szerokie, pośród gór, lasów, słońca….. I tylko gdzieś tam w głębi nas smutek i żal, że tyle ukryło się tu cierpienia…..
Powrót był już jednakże weselszy ;) Ze wzgórza schodziło się już dużo szybciej, a taksówka zawiozła nas do hostelu Gonzo, naszego lokum (Gonzo podobno występował w bajce Ulica Sezamkowa, ale jakoś go nie mogłam skojarzyć;)
Tam po przespanej nocy, udaliśmy się do hercegowińskiego Mostaru, ale…… to już inna bajka ;) CDN.

Komentarze

  1. Oj... Sarajewo jest piękne :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, choć niewiele osób o tym wie... również pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty