Ahoj Prago, ahoj!, czyli praskich opowieści część 1 :)

     "Miasto widzę ogromne, a sława jego gwiazd dosięże.
Jest w borze miejsce, o trzydzieści stajen odległe, wodami Wełtawy oblane.
Od północy zamyka je głęboki parów i potok Prusnica,
od południa zasię - skalista góra i bór strahowski.
Tam przyszedłszy, znajdziecie człowieka ciosającego próg domu.
I nazwiecie gród, który w tym miejscu wzniesiecie, Pragą.
A jak książęta i wojewodowie przed progiem głowę skłaniają, 
tak pochylać się będą i przed miastem moim.
Cześć mu i chwała, albowiem zasłynie w świecie całym."
Alois Irasek, Stare podania czeskie

     Praga nie potrzebuje folderów reklamowych czy zachęcających opisów, które przekonałyby niezdecydowanego turystę. Zwana "Rzymem Północy", "miastem stu wież" (choć można naliczyć ich znacznie więcej), i "sercem Europy", zachwyca od dawien dawna. 
     Historyczne centrum Pragi rozpościera się po obu stronach rzeki Wełtawy. Na prawym brzegu leży Stare Miasto, a na lewym Mala Strana z wyrastającym na wzgórzu zamkiem. Obie strony, połączone kamiennym mostem Karola, tworzą serce starej Pragi. Trudno się dziwić, że co roku odwiedza to niezwykłe miejsce ok. 4 mln turystów. To miasto, gdzie przyjeżdża się po to, aby delektować się atmosferą przeszłości, obcować z pięknem, zasmakować stylów architektonicznych. I moje potrzeby pod tym względem zostały absolutnie zaspokojone :)

     Ten i najbliższy post podzielę na dwa. Na dwa brzegi rzeki Wełtawy ;) Dziś zacznę od Starego Miasta. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od podjazdu tramwajem nr 24 na plac Namesti Republiky, przy którym stoi piękna , zwracająca uwagę secesyjnym wystrojem, olbrzymia kamienica - Obecni Dum. (zdj. 3 i 4).
Naszą wędrówkę rozpoczynamy u stóp 65-metrowej Wieży Prochowej. Brama ta wyznacza kierunek czeskiej drogi królewskiej, jako że to tędy właśnie do stolicy wkraczały dostojne pochody. 
Zaraz za bramą stoją kamienice, które są żywym podręcznikiem stylów architektonicznych. Mieszczą się tu przeróżne sklepiki przeznaczone dla turystów (m.in. z zabawkami słynnego czeskiego Krecika). Byłam oczarowana tą architekturą - tyle detali, mnogość rzeźb podtrzymujących balkony - coś fantastycznego dla oka!
Docieramy wreszcie do rynku Starego Miasta. Pomimo tego, ze byliśmy w Pradze na koniec marca, czyli teoretycznie poza sezonem, to jednak tłumów nie brakowało. W tym mieście to chyba jednak normalne. Dwa budynki, które przysłaniają dolną kondygnację Kościoła NMP Tyńskiej to Dom pod Białym Jednorożcem i budynek dawnej Szkoły Tyńskiej. Znajdziemy z tej strony także Dom pod Kamiennym Dzwonem. Widok strzelających ku niebu dwóch monumentalnych wież kościoła zapada jednak w pamięć.
Przy rynku znajdziemy także późnobarokowy pałac Golz-Kinskich, barokowy kościół św. Mikołaja, a przy nim uroczy zielony skwerek.
Symbolem odrodzenia jest pomnik reformatora czeskiego Jana Husa stojący w centrum rynku. Jak mówią, Hus długo nie zazna spokoju - najpierw hitlerowcy pokryli go swastykami, potem antykomuniści powiesili na nim kir na znak żałoby po inwazji Armii Czerwonej, a obecnie tłumy barbarzyńców, mieniących się turystami wchodzą mu na głowę. Biedny ten Hus - widać, że swoje przeszedł...
Najważniejszym budynkiem nieomal każdego rynku jest Ratusz. Najbardziej obleganą jego częścią jest zegar z ruchomymi figurkami. Przedstawia on symboliczne miesiące, wyobrażenia znaków zodiaku i sceny z życia wiejskiego. Symbolikę upływającego czasu z epoki przedkopernikańskiej podkreśla przedstawienie globu ziemskiego i krążące wokół niego Słońce i Księżyc. Co godzina rozgrywa się tu mały spektakl. W górnych oknach konstrukcji pojawiają się postacie 12 apostołów, którym poniżej grożą: kostucha z klepsydrą, Żyd z mieszkiem srebrników, poganin Turek i wyobrażenie próżności z lustrem w dłoni. Mieliśmy małe szczęście bo na całość spektaklu czekaliśmy ok. 3 minut :)
Wracamy trochę do tyłu. Za kościołem NMP Tyńskiej znajduje sie uroczy zaułek Tyn - jest to pozostałość po wczesnośredniowiecznej samodzielnej osadzie handlowej. 
W tych okolicach znaleźliśmy ciekawą browarnię, pub i restaurację Pivnice Stupartska, w której to zatrzymaliśmy się na odpoczynek. Na piwko w czeskim stylu, na knedliki bułczane w sosie, z mięsem wieprzowym, żurawiną, plastrem cytryny i bitą śmietaną. Ciekawe połączenie, muszę przyznać, ale smakowało :) A moja mina na ciemne piwko Kozel, mówi chyba wszystko - naprawdę wyśmienite! I ta piana ;)
A na deser - trdlo, czyli tradycyjne ciasto nawinięte na walec i pieczone nad żarem. Na koniec obtaczane w cukrze - prosto wyglądające, ale przepyszne! :)
I znów wracamy do ratusza. Minąwszy go, dochodzimy do Małego Rynku (Male nam.) Po prawej stronie na rogu stoi Dom pod Minutą, ozdobiony renesansową figuralną dekoracją sgraffitową. Skręcając w ulicę U Radnice dochodzimy do placu Franza Kafki, zwanego w średniowieczu Kurzym Targiem. Tu w pobliżu stał dom, w którym przyszedł na świat niemiecko-żydowsko-czeski pisarz Franz Kafka - autor słynnego "Procesu".
Powoli zbliżało się ku zachodowi. Nasze nogi same wędrowały na jedno z najładniejszych miejsc w Pradze. Na początek na plac Krizovnicke namesti, przy którym stoi kościół św. Salwatora, barokowy kosciół św. Franciszka z Asyżu oraz pomnik cesarza Karola IV. Na fasadzie kościoła salwatorskiego mogliśmy zaobserwować antyputinowski napis, odnoszący sie do sytuacji na Ukrainie.
Tak oto stanęliśmy u stóp Staromiejskiej Wieży Mostowej, która jest bramą wiodącą do Mostu Karola (wcześniej Kamiennego). Prowadzi on ze Starego Miasta na Hradczany przez Malą Stranę. Kiedy dotarliśmy już zmierzchało, więc widoki jeszcze ciekawsze :) Oczywiście wypełnia go gwar turystów, kramarzy i grajków, więc ciężko zrobić zdjęcie bez ludzi. No chyba że wczesnym rankiem :) Jest to jedyny takiej rangi średniowieczny most kamienny w naszej części Europy. Jego ozdobą jest niewątpliwie galeria 30 grup rzeźb.
Po zejściu z mostu (ale jeszcze od strony Starego Miasta), pokierowaliśmy się wzdłuż rzeki Wełtawy. Bardzo sympatyczne nabrzeże z mini ogrodami angielskimi (już zielonymi, bo wiosna idzie pełną parą:), widokiem na Most Karola i Rudolfinum (kompleksem wystawienniczo-konferencyjnym). Ach, jak przyjemnie... :)
Stąd już kilka kroków do praskiego żydowskiego getta. Josefov nazwę zawdzięcza cesarzowi Józefowi II, za którego rządów Żydzi otrzymali prawa obywatelskie.
Po drodze mijaliśmy kilka synagog (ale nie wszystkie). Po kolei: Synagogę Pinkasa, Synagogę Staronova oraz Synagogę Klausovą, przy której położony jest Kirkut, czyli najstarszy cmentarz żydowski w Europie. Do cmentarza prowadzi Sala Ceremonii, w stylu romańskim, przed którą zrobiłam sobie zdjęcie :)
Przed samiuśkim już wieczorkiem pozwoliliśmy sobie wejść jeszcze na pobliski Manesuv most, z którego mogliśmy podziwiać Most Karola o zmierzchu i wszystko dookoła powoli oświetlane...
I tak oto docieramy do Nabrzeża Małej Strany (Malostranske nabrezi). Tu, pomiędzy kanałem Certovka a nurtem Wełtawy, leży osławiona Kampa, czasem określana mianem Praskiej Wenecji, a to ze względu na malownicze domki i młyny, których mury wyrastają wprost z wody. Ja byłam ta częścią zauroczona totalnie. Wszystko oświetlone latarenkami, spokój na uliczkach, cisza i magia... Po prostu. Z resztą - sami zobaczcie:
I jeszcze, jeszcze więcej...! :) Muszę Wam powiedzieć, że po całym dniu chodzenia w tłumach, nagle pustki. Coś niesamowitego...
Najbardziej podobało nam się na placyku przy Muzeum Kafki z bardzo śmieszną fontanną - panów sikających do basenu w kształcie Czech i ruszających na prawo i lewo pupami - przezabawne dzieło ;))) Słyszałam, że rzeźby symbolizują wejście Czech do Unii Europejskiej - jako że sikanie jest czynnością przyjemną, takie też było wejście Czech do UE. Fontanna przedstawia po prostu dystans Czechów do swej historii i symboli narodowych.
Byłam również zachwycona chyba najwęższą uliczką, jaką w życiu widziałam - u góry świeciło nawet zielone światło - przejście dla pieszych. Na samym końcu uliczki oczywiście - restauracja :)
Większość tego terenu zajmują Ogrody Michnowskie. Kanały przedzielone są oczywiście mostami i mosteczkami, na których zawieszone są kłódki zakochanych. Na pewno jednak trzeba zobaczyć Młyn Vaclava Sovy z Liboslave - młynarza żyjącego w XVw. Nie wiem jak za dnia, ale wieczorem, pięknie oświetlony, prezentował się rewelacyjnie! :)
W końcu musieliśmy odpocząć, a właściwie nasze nogi. Spoczęliśmy więc w Malostranskich Pivnicach, a dokładnie u Wojaka Szwejka :) Piwko, caj (czyli herbatka), smazeny syr - trio (czyli smażony ser - różne rodzaje - żółty, kremowy i pleśniowy) z frytkami i sosem tatarskim, knedliki bułczane, knedliki z wędzonym boczkiem, mięso wieprzowe w sosie z cebulą i papryczką chilli - wszystko było pyszne! :)
Na dziś to chyba byłoby tyle :) Albo aż tyle! ;)
Aha! Musieliśmy jeszcze wrócić. Droga kierowała oczywiście przez Most Karola - ciemno, ale już nie cicho, bo dalej tłumy. Aż dziw brał, że tak mało osób na Małej Stranie. Nie wiedzieli, co tracili ;) Na tramwaj i do hotelu! Właśnie - w następnym poście dalszy ciąg Małej Strany, zamek i katedra i kilka zdjęć hotelu, w którym się zatrzymaliśmy :) Do usłyszenia! Ahoj! :)))

Komentarze

  1. Dzięki za fajną wycieczkę po Pradze. Oglądając zdjęcia doszłam do wniosku, że już niewiele pamiętam, bo od mojej wizyty minęło już 15 lat. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli trzeba wrócić do Pragi raz jeszcze! :)

      Usuń
  2. Moja wizyta w Pradze kojarzy mi się przede wszystkim z tłumami na Moście Karola. Z tego względu marzy mi się spacer po cichej i spokojnej Pradze. I chyba jest to jedynie możliwe poza sezonem i na dodatek w nocy. Ale czemu nie? Nocna Praga na Twoich zdjęciach naprawdę mnie zauroczyła. Wcześniej nie miałam okazji zobaczyć stolicy Czech o tej porze dnia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam tez najbardziej podobało się wieczorem. I to nawet niekoniecznie na Moście Karola, ale na Małej Stranie. Cisza, spokój, piękne, urocze kamieniczki - taka jakaś magia... ;)

      Usuń
  3. Kocham to miasto, nie ma bata.
    Jadę w majowy weekend, ale nie zrobię takiej ciekawej fotorelacji, jak Ty. ja umiem pisać tylko kiepskie wiersze.
    Co do jedzonka - nie znoszę czeskiej kuchni, tych ciężkich, panierowanych serów i kluch. Rzecz gustu, wiem. Jak dla mnie; zawsze za mało warzyw.

    Serdeczne serdeczności.

    PS

    Jesteś śliczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani JoAnno! Dziękuję bardzo za miłe słowa :)
      Nie zgadzam sie z tymi wierszami, czytam od jakiegoś czasu i wcale nie myślę, ze są kiepskie :)
      Jeśli chodzi o jedzenie, to ja dopiero spróbowałam knedliczków czy serów - pewnei tez bym na takiej diecie długo nie przeżyła, bo za ciężka, ale na spróbowanie jest ok :)
      W takim razie udanego majowego weekendu w Pradze! :)
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  4. witaj Agnieszko :)
    a w Pradze to ja byłam i pięknie dziękuję za ten ogrom zdjęć gdyż dzięki Tobie tamte chwile przeżyłam raz jeszcze;)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że wspomnienia powróciły :)

      Usuń
  5. Miasto piękne z klimatem, niepowtarzalne, na mnie zrobiło nawet lepsze wrażenie niż Florencja. Dlaczego? Może właśnie o ten klimat chodzi. Z pewnością moja ulubiona stolica jak do tej pory ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja chyba jak na razie też :) Choć bardzo podobają mi się dalmatyńsko- bałkańskie miasta :) Ale to już nie stolice :) Aaaaa nie, przepraszam - Sarajevo ma jeszcze niesamowity klimat :)

      Usuń
  6. Ooooo... jak miło zobaczyć Pragę w pełnym słońcu! Dla mnie Czesi mają zawsze tylko deszcz... A Most Karola o zachodzie słońca jest zachwycający! Muszę zaryzykować ponowną wizytę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tym razem uda się bez deszczu? :)

      Usuń
  7. W Pradze byłam niecałe dwa lata temu i całkiem mi się podobało. Nie mogę jednak zmusić się do napisania o tym posta. Była to wycieczka zorganizowana z przewodnikiem i zupełnie nie po mojemu było to oprowadzanie. Niewiele pamiętam, choć patrząc na zdjęcia coś mi się przypomina. Nie mam w głowie nazw, niewiele skojarzeń.. Muszę kiedyś się wybrać do Pragi i po swojemu pozwiedzać, popatrzeć i przetrawić jeszcze raz ;) Ale dużo zdjęć w tym wpisie! I podziwiam za zwiedzanie w balerinkach. Mi by nogi po kilometrze wysiadły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My byliśmy sami, więc i sami zwiedzalismy - jak na tak krótki czas zobaczyliśmy naprawdę dużo, bo w następnym poście kolejna dawka Pragi :)
      Co do butów - moje baleriny są mega wygodne :)))

      Usuń
  8. Lubię Pragę, choć dawno już nie byłam. Dzięki za przypomnienie jak tam jest pięknie. No i to piwo...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak... i to piwko :))) trzeba im przyznać, że dobre mają to piwooo ;)

      Usuń
  9. Mam ogromny sentyment do Pragi i bardzo lubię czeską stolicę. Nie jadłam jeszcze nigdy trdlo, choć nie powiem, kusi mnie, oj kusi! Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku ponownie odwiedzę Pragę. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę częstych wizyt w Pradze, ale trdlo trzeba koniecznie spróbować, bo jest pyszny! :)))
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  10. Ja bardzo długo nie byłam w Pradze, a jak wreszcie pojechałam tam kilka lat temu to teraz już mam na koncie tyle wizyt., ze nie zliczę.Można tam wracać bez końca i zawsze coś sie odkryje. Bardzo bogate architektonicznie miasto i niezwykle przyjemne. Praga to powód mojego zadowolenia z mieszkania na Dolnym Śląsku. Mam ją na wyciągnięcie ręki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na mnie to miasto wywarło ogromne wrażenie :)
      Zazdroszczę każdemu, kto mieszka tak blisko, ja nie mam też aż tak źle, no ale to jednak 6-7 godzin jazdy :)

      Usuń
  11. Bardzo przyjemnie bylo znalezc sie znowu w Pradze. Dziekuje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też jestem chora na podróżowanie! Oby takich osób było jak najwięcej, wtedy zmieni się świat. Ludzie nie będą się zabijać, a poznawać. O moich podróżach (również w Pradze) możecie poczytać na http://mojepodrozeliterackie.blogspot.com/ Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z pierwszych odwiedzin u mnie :) Zajrzę na podróże literackie na pewno :)

      Usuń
  13. Z wielką przyjemnością obejrzałam Twoje zdjęcia, bo moje zdjęcia z Pragi straciłam razem z aparatem, i to zanim zdążyłam zgrać zdjęcia na dysk. Ponieważ byłam w Pradze w sierpniu ubiegłego roku to wszystko jeszcze doskonale pamiętam. Więc przyjemność ze wspominania razem z Tobą była jeszcze większa. I wiesz co, kiedyś uwielbiałam czytać posty o miejscach mi nieznanych a teraz tyle samo frajdy daje mi czytanie o miejscach gdzie już byłam - fajnie spojrzeć na znane miejsce "cudzymi" oczami :). A Praga jest piękna i już z niecierpliwością czekam na powrót tam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez lubię zaglądać do blogów, gdzie ktoś opisuje znane mi miejsca. A jeszcze lepiej, jak zrobi zdjecie z innej perspektywy, dowie się czegoś innego, znajdzie jeszcze inną fajną rzecz - wtedy wzbogacam moją wiedzę i zaczynam mieć ochotę na ponowną podróż w to miejsce :)

      Usuń
  14. Ach, Praga, oby mi się udało w tym roku tam być. Trzymaj kciuki, bo mam na nią olbrzymią ochotę po Twojej relacji! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę trzymać! A po mojej kolejnej relacji będziesz chciała jeszcze bardziej - obiecuję! ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty